31.05.2005 :: 13:59 Link
Komentuj (11) Pechowiec.
Dzialka z ekipa ze studiow nie byla zbyt udana.Ludzie dobrze sie bawili a ja dostawalem kolejne kopniaki od losu. Zaczeło sie dnia wyjazdu, prasujac jedna z dwuch nowych t-shirtow zelazko doszlo do wnioski ze bialy to nudny kolor i wyplulo reszki kamienia na nia. Druga koszulke spotkal okrutnieszy los. Przy ognisku spadla na nia iskierka i zajarala sie troche.Teraz ma sexowna dziurke. Tego wieczoru zaniemoglem pod koniec i zostawilem dzialke pod opieka reszty. Letko sie znerwilem jak okazalo sie ze wpieprzyli mi pol zapasu chipsow , zupki knorra i spalili ulubione szczypce do grillowania. Pozniej juz z gorki , przepelnione szambo i wszedzie woda, niehonorowe krwiodawstwo (komary) , 1,5 kielbaski w ogniu , zerwany lancuszek i zgubione kolko od niego . Gdy do biegla konca seria dzialkowych porazek wrocilem do domu. Minelo 10 minut od przekroczenia progu a zdarzylem sie z ojcem tak pozrec ze do teraz sie nie odzywam. Pierwsze co zrobilem po powrocie do domu to wlaczenie kompa... a tu zonk. Karta graficzna wlasnie padla... extra. 2 godziny grzebania i karta do wymiany. A dzis... pseudo oczko zrobione na szybcika jednak nie bylo tak trwale jak myslalem i odprowadzajac moje sloneczko w ktoryms momencie zgubilem krzyzyk.
Dzialka nie zakonczyla sie totalna klapa z powodu 3 osob ktore tam byly. Pierwsza oczywiscie to Kasia ktora byla ze mna caly czas i mnie wspierala. Druga to Kris ktory obeznany z dzialka pomagal jak mogl. Trzecia to Rodziu ktory przyjechal z odsiecza. Stary dzialkowicz wiedzial co i jak. :)